Pomyślałem, że żartuje. Przecież nierzadko słyszymy: „wsiądę na miotłę i przylecę”. Tym razem chodziło o wysyłkę zamówionych natek pszczelich. Pszczelarz po upewnieniu się, że jest w pobliżu kawałek placu, gdzie można wylądować małym helikopterem potwierdził odbiór własny w tak niecodzienny sposób. Kiedy nadszedł dzień odbioru, zadzwonił telefon, że niebawem startuje i za około pół godziny będzie...