Gospodarka Pasieczna – Marzec

Marzec

W marcu:

W pasiece: Ostatnie przygotowania do rozpoczęcia sezonu – na ile czas pozwoli – to w dniu oblotu przeprowadzić pobieżne przeglądy rodzin pszczelich i zwęzić wielkość gniazd oraz upewnić się, czy zapasy są wystarczające. Z poczynionych obserwacji sporządzić notatki niezbędne do podjęcia dalszych czynności.
W pracowni: wykonajmy przedsezonowy „remanent” sprzętu i wyposażenia. Rzeczy stare, uszkodzone i nie nadające się do naprawy usuńmy, bo nic tak nie utrudnia pracy w sezonie jak nietypowy lub popsuty sprzęt. Dokonajmy kontroli przechowywanych ramek, czy nie zostały zniszczone przez motylicę lub myszy. Ramki z uszkodzoną woszczyną kwalifikują się do przetopienia. Dobrym zwyczajem jest wykonanie każdego roku co najmniej 20% nowych ramek (w stosunku do globalnej ich ilości), albowiem zawsze pewna ich ilość ulega uszkodzeniu lub naturalnemu zużyciu oraz wskazana jest systematyczna ich wymiana.

Jak już wcześniej wspominałem, zużycie zimowych zapasów pszczelej rodziny w głównej mierze zależy od wielkości zimowego czerwienia. Normalnie zimująca silna rodzina w czasie dwóch ostatnich miesięcy zimowli zużywa dwa razy więcej pokarmu niż przez pierwsze cztery miesiące. Już dawno temu Zander zaobserwował, że w jego warunkach klimatycznych pszczoły w ciągu pół roku zimowli zużyły średnio 6,497 kg pokarmu, z czego 4,151 kg w lutym i marcu, co daje 64%, czyli aż 2/3!. Dlatego też tak ważny był ten nieco przydługi wstęp, pisany w styczniu .
Nasz kraj nie jest aż tak rozległy, aby zbyt wielki wpływ na zimowlę miały strefy klimatyczne, jednak różnice występujące w skrajnych przypadkach powinny być przez pszczelarzy uwzględniane. Właściciel pszczół sam musi rozważyć, czy do podawanych porad odnosić się bezkrytycznie, czy też wprowadzać pewne korekty w zależności od stałych cech mikroklimatu występującego w okolicy stacjonowania jego pasieki. Tam, gdzie występuje klimat zbliżony do kontynentalnego z ciepłymi i pogodnymi wiosnami bez dużych wahań pogodowych, a (co równie jest istotne) z bogatą bazą nektarowo-pyłkową – można przyśpieszać zimowo wiosenne czerwienie.
Natomiast w pozostałych rejonach (jak np. Suwalszczyzna), a w szczególności w tych, w których pogoda jest niestabilna, (z licznymi skokami temperatury, wiatrami, opadami i dłuższymi okresami pogody nie nadającej się do lotów pszczół), należy bezwzględnie maksymalnie opóźniać czerwienie. Nie dlatego, że pszczoły będą miały za mało pokarmu, bo temu łatwo można zaradzić, ale dlatego, że pszczoły, mając w ulu coraz więcej czerwia, są zmuszone wykonywać loty po wodę i pyłek w złą pogodę. W czasie takich lotów znaczna liczba pszczół ginie poza ulem i rodzina zamiast się rozwijać i powiększać – słabnie.

Oblot oblotowi nierówny

Pasiecznicy zaklasyfikowali i nazwali obloty zimowe w zależności od terminu ich występowania oraz ocenili ich przydatność lub szkodliwość dla całego przebiegu zimowli.
Jeszcze około 20 lat temu regułą było, że ostatnie jesienne obloty przypadały na październik, chociaż późniejsze też się zdarzały. Ostatnio – wraz z anomaliami pogody i ogólnym ociepleniem – oblatujące się pszczoły w listopadzie, grudniu, styczniu czy lutym nie dziwią pszczelarzy. Większe zdziwienie budzą „późne” roje, np. we wrześniu. Główną przyczyną ich pojawienia się jest warroza.
Za korzystne dla przebiegu zimowania przyjęto obloty późne, odbywane do połowy stycznia. Dzięki możliwości opuszczenia ula i wypróżnienia się pszczół z przeładowanym tylnym jelitem możemy uniknąć zaperzenia oraz przedwczesnego czerwienia. Natomiast obloty odbywane w drugiej połowie stycznia, lutym i marcu mogą skłonić pszczoły do przedwczesnego czerwienia matek. Dlatego należy tym oblotom zapobiegać.
Normalnie zimujące pszczoły w celu oblotu opuszczają ul w czasie występowania temperatury powietrza ok. 120C. Bywa, że rodziny bardzo dobrze zimujące – pomimo wystarczającej do oblotu temperatury – nie wychodzą z uli. Jeżeli takie zachowanie nie jest spowodowane spadnięciem pszczół, to nie powinniśmy się niepokoić. Bardziej niepokojące mogą być obloty w niższych temperaturach (8-100C). Może to świadczyć o problemach występujących w czasie zimowania i o pilnej konieczności wydalenia kału. Najczęściej tak się dzieje, kiedy pszczoły były zimowane na nieodpowiednim pokarmie, zbyt późno uzupełniono im zapasy i przedłużało się jesienne czerwienie. O ile dwa ostatnie powody złej zimowli są łatwe do uniknięcia, to nieodpowiedni pokarm najczęściej pojawia się w przypadku późnojesiennego wystąpienia spadzi. Do zamierzchłej przeszłości należą już przypadki prób karmienia pszczół cukrowymi zmiotkami. O pojawieniu się spadzi i przyniesieniu jej do ula, pszczelarz nie mający wagi pasiecznej nie będzie wiedział. Nawet w przypadku wiedzy, że w ulu jest niepożądana spadź, niewiele można zrobić, aby się jej pozbyć. Może być na to za późno. Jeżeli nie było jej wiele i pszczoły zjadły ją na samym początku zimowli a warunki pogodowe pozwoliły się im przed zimą oblecieć, nie powinno być większych problemów z zimowaniem.
Najczęściej przed pierwszym oblotem jest kilka dni cieplejszych, w czasie których topnieje w pasiece śnieg. Ostatnie zimy z niewielką okrywą śniegową zmuszały pszczelarzy do usuwania śniegu z sąsiedztwa uli. Pszczoły w czasie lotu orientują się między innymi według położenia słońca, a jego odblask z leżącego śniegu dezorientuje je i jest powodem siadania na jego błyszczącej powierzchni (taka jest opinia części pszczelarzy). Po niedługim czasie wyziębione pszczoły tracą zdolność do lotu i krzepną. W zależności od wielkości pokrywy śniegowej, możemy usunąć go ręcznie, albo zabrudzić jego powierzchnię aby nie odbijał słonecznych promieni tak intensywnie. Nie polecam dawnych sposobów śmiecenia na pasieczysku słomą lub liśćmi. W swojej pasiece sporadycznie praktykuję posypywanie śniegu torfem ogrodniczym. Metoda jest o tyle wygodna, że torf jest niedrogi, można go łatwo nabyć niemal w każdym sklepie ogrodniczym, jest dosyć lekki, a jego struktura łatwo pozwala na pokrycie cienką warstwą znacznej powierzchni. Stosowanie torfu ma jeszcze jedną zaletę, a mianowicie wprowadza do gleby próchnicę i tym samym poprawia jej strukturę i ułatwia uprawę roślin pszczelarskich w sąsiedztwie uli. Spotkałem się kiedyś z dość niebezpiecznym (dla pszczół i roślin) stosowaniem soli kuchennej lub czerwonej soli potasowej. O ile ktoś utrzymuje w pasiece czarny ugór, to wcześniejsze (kilka dni przed oblotem) rozpuszczenie śniegu solą może być skuteczne jeżeli nie wystąpią w tym czasie nowe opady. Niewielkie ilości soli potasowej (potrójnej) w pasiece porośniętej tylko trawą lub krzewami czy też drzewami tolerującymi chlorki także skutkują. Jednak istnieje realne ryzyko, że sól pozostanie w kałużach, z których pszczoły będą pobierały wodę i wtedy tragedia gotowa: możemy stracić całą pasiekę!
Ci pszczelarze, którzy mają pasieki przydomowe lub czas im pozwala być z pszczołami w czasie pierwszego oblotu, mogą zaobserwować jego przebieg. Widząc początki oblotu, można na ten czas wyjąć wkładki wylotowe powiększając jego wielkość. Dawniejsze rady polecające grzebanie w wylotkach zagiętym drutem w celu usunięcia spadłych pszczół dla udrożnienia wylotu możemy już przenieść do historii, bo nawet właściciele uli warszawskich zwykłych modernizują je, powiększając wysokość wylotów do 20 mm i na długość ok. 250 mm. Oblot rodziny pszczelej, która dobrze przezimowała, jest krótki i intensywny. Taka rodzina nie wymaga naszej interwencji.

Kiedy spotkamy rodziny pszczele, które oblatują się niemrawo, możemy podejrzewać, że zimowla była nieprawidłowa. Pszczoły osłabione, spadające z deski wylotowej, pochodzą z rodziny głodnej (bez zapasów). Taka rodzina jest najczęściej już nieliczna i ratowanie jej nie ma sensu – lepiej jest dołączyć ją do innej. Jednak wstrzymajmy się z tym do czasu ocenienia stanu całej pasieki. Należy tymczasowo „reanimować” pszczoły opryskaniem ich rzadkim syropem lub – jeszcze lepiej – sytą miodową, aby się ożywiły i wypełniły wola miodowe.
Pszczoły przedłużające oblot, „mrowiące się” na wylotku i przedniej ścianie ula, najczęściej nie mają matki. Jeżeli są jeszcze silne, to można połączyć je z wyżej opisaną głodną rodziną, która matkę posiada. Głodne pszczoły, wcześniej podkarmione sytą lub syropem cukrowym staną się bardziej aktywne – ożyją i mając w wolu pokarm nie powinny być ścinane przez bezmatek. Same również obronią swoją matkę, chociaż o tej porze roku ścinanie matek należy do rzadkości. Brudzenie kałem przedniej ścianki ula przed wylotem, jeżeli dotyczy to kilku uli, może być sygnałem, że w tych ulach nie ma matki. Regułą powinno być łączenie słabych rodzin ze słabymi, mające biegunkę z rodziną z takimi samymi objawami, aby w przypadku choroby nie zarażać rodzin zdrowych.
Wystąpienie w całej pasiece biegunki i brudzenie przednich ścian uli płynnymi, spływającymi odchodami może sugerować pozostawienie do zimowli nieodpowiedniego pokarmu, zbyt wczesnego czerwienia oraz wystąpienia nosemy.
Słabe rodziny przeciągają oblot i trwa on jeszcze wtedy, gdy inne pszczoły dawno oblot zakończyły.
W czasie oblotu nie powinniśmy kręcić się między ulami nie tylko dlatego, że będziemy ozdobieni w zółto-brązowe „piegi”, które z jasnej tkaniny są niemal niezmywalne, ale dlatego, że pszczoły po zimie w czasie oblotu oczyszczającego dokonują też oblot orientacyjny i zapamiętując usytuowanie ula i mogą sylwetkę pszczelarza przyjąć za znak topograficzny. Kiedy pszczelarz odejdzie, będą one zdezorientowane. Kobiety też mają pewne powinowactwo z pszczołami, szczególnie wiosną, kiedy jedne – wiedzione impulsem natury – chcą się oczyścić, drugie (też nie wiedzieć czemu) uparcie dążą do wywieszenia pościeli w celu wywietrzenia. Zanim pszczelarzowa lub jej sąsiadka zorientuje się jakie niebezpieczeństwo grozi jej białej pościeli – już jest za późno.

Wody, wody, wody…

Gdyby pszczelarz rozumiał pszczelą mowę, takie właśnie słowa słyszałby z każdego ula. Intensywny przybytek czerwia sprawia, że w ulach zaczyna brakować wody. Nie wystarcza już woda pochodząca ze skraplającej się pary wodnej, więc pszczoły zaczynają wylatywać w jej poszukiwaniu. O wielkości zapotrzebowania na wodę mogą powiedzieć ci pszczelarze, którzy wczesną wiosną podają swoim pszczołom wodę w rozmaitych poidełkach. Nie będę tych wszystkich poidełek opisywać, bo istnieje wiele konstrukcji i pomysłów na pojenie pszczół. Wydaje mi się, że najlepszy jest taki, który danemu pszczelarzowi odpowiada najbardziej i jest łatwy do zastosowania. Inaczej do zagadnienia podejdzie pasiecznik z zamiłowania elektryk, który wykona poidło z wodą podgrzewaną prądem z zastosowaniem termostatu, a inaczej ten, który – nie mając w pasiece elektryczności – wstawi do uli wypełnione wodą słoiki z knotami, z których pszczoły będą ją wysysać. Sposób ten jako najłatwiejszy do wykonania pokazuje rysunek nr 1.
Jednak problem wiosennego niedoboru wody jest niezwykle istotny dla rozwoju rodziny i każdy powinien pomyśleć jak go rozwiązać, bo klasyczne poidła mają podstawową wadę: woda w nich bywa zimniejsza niż ta w kałużach i często pszczoły nie chcą korzystać z poideł. Wraz z kwitnieniem wierzb w bliskim sąsiedztwie pasieki, problem niedostatku wody zanika. Dlatego też warto na granicy pasieczyska sadzić żywopłot z różnych gatunków wierzb. Powinny być sadzone męskie osobniki, mające duże ilości kwiatów („kotków”). Od kiedy pszczoły zaczną przynosić nektar a dni staną się naprawdę ciepłe i zaobserwujemy kwitnienie agrestów, możemy przerwać dostarczanie wody bezpośrednio do ula, bo wystarczy poidło pasieczne. Można wtedy pokusić się o podkarmianie pszczół rzadkim syrpem. Możemy czynić to przez 10 dni z rzędu w słoikowych podkarmiaczkach o pojemności ok. ? szklanki, albo 1 – 2, razy używając słoika 1- litrowego, w którego zakrętce robimy 2 – 3 otwory.

Pierwszy pobieżny przegląd

Nie należy go utożsamiać z pierwszym głównym przeglądem. Przegląd rodzin w dniu oblotu ma na celu zorientowanie się w stanie rodzin, a rozpoczynamy go od 2 – 3 silnych pni. W zależności od stopnia zużycia zapasów podejmujemy decyzje co do dalszych czynności. Generalna zasada tego przeglądu brzmi „ręce precz od środkowych ramek!” wystarczy, że zaobserwujemy istnienie czerwia. Odsuwamy zatwór, a jeżeli konstrukcja ula i ułożenie gniazda na to pozwala, to czynimy podobnie z drugiej strony. Oceniamy zużycie zapasów i wielkość gniazda odsuwając kolejne ramki, aż zobaczymy obsiadające je pszczoły. Gniazdo ścieśniamy w zależności od wielkości zapasów i siły rodziny. Jeżeli uznamy, że w ulu za mało jest pokarmu, to nie powinniśmy wkładać w środek gniazda zimnej ramki wcześniej będącej w okolicy zatworu. Notujemy sobie, że ta rodzina wymaga dodania ramki z pokarmem. Regułą jest zmniejszenie ilości ramek w ulu, tak by pszczoły obsiadały je na „czarno”. Następnie możemy zastosować wkładkę ocieplającą od dołu z folii z otworem, i drugą na ramki od góry, (opisane w ubiegłym miesiącu). Ramki z zapasami, o ile nie są pobrudzone kałem, pozostawiamy za zatworem. Ramki zanieczyszczone należy podejrzewać o zakażenie zarodnikami nosemy i trzeba je poddać działaniu par kwasu octowego. W celu uzupełnienia braków pokarmu w odnotowanych rodzinach podgrzewamy ramki z zapasami co najmniej do temperatury 200C, a najlepiej do ok. 35 – 380C. Najłatwiej mogą to uczynić posiadacze suszarek do pyłku lub cieplarek do wychowu matek. Pozostali mogą jedynie umieścić ramki w transportówce i zlokalizować je w mieszkaniu w okolicy pieca czy kaloryfera, uważając aby nie roztopić wosku. Ogrzewanie ramek trwa kilka godzin, a w domu nawet do następnego dnia. Wtedy do pasieki wynosimy transportówkę okrytą przed chłodem i odsklepiaczem widelcowym szybko usuwamy z pokarmu woskowe wieczka, pozostawiając jedynie u górnej beleczki pasek 3-5 cm i wstawiamy tak przygotowaną ramkę jako drugą lub trzecią w stronę środka gniazda od skrajnej ramki. Nie powinniśmy o tej porze roku do uzupełniania braków pokarmu stosować cukru, bo ten wymaga rozłożenia go na cukry proste, inaczej będzie ciężkostrawny. Nie mając zapasowych ramek, lepiej podać gęstą sytę miodową zamiast syropu cukrowego.
Pierwszy pobieżny przegląd powinniśmy wykonać w dniu oblotu, ponieważ pogoda pozwala na taki zabieg, a dzięki temu możemy w przypadku głodu, braku matki lub tp. podjąć właściwe kroki zaradcze. W innym przypadku, kiedy zaniechamy przeglądu, możemy nieprędko go wykonać, bo przez następne tygodnie może nie być odpowiedniej pogody, a głodne pszczoły do tego czasu mogą stracić.
Po przeglądzie dokładnie ocieplamy pszczele rodziny zarówno od góry jak i z boków, a (co również jest ważne!) zmniejszamy wielkość wylotka nawet na 2 – 3 cm. Ograniczenie wielkości wylotka ma dwojakie znaczenie: po pierwsze – zmniejsza ryzyko rabunków, a dopiero w drugiej kolejności ogranicza negatywny wpływ warunków atmosferycznych. Ci, którzy przed przeglądem nie oczyścili dennic, powinni wykonać jeszcze i tę pracę, aby nie eksploatować pszczół i nie rozsiewać chorób po pasiece.

Kilka słów o wymianie matek

Jeśli na nadchodzący sezon nie zamówiliśmy wcześniej do swojej pasieki matek pszczelich, to jest ostatni dzwonek, aby to uczynić. Pszczelarze profesjonaliści, zaawansowani stażem, wiedzą i praktyką, mają swoje sprawdzone rasy pszczół i ich nie będę namawiać na zmiany. Natomiast „niedzielnym” pszczelarzom, dysponującym w weekendy wolnym czasem (jak również pszczelarzom początkującym) sugerowałbym zakup matek rasy kaukaskiej z linii o wczesnym i silnym rozwoju. Najlepiej, jeżeli matki te byłyby unasieniane sztucznie trutniami kraińskimi. W ostateczności matki mogą zostać unasienione w pasiece, jednak nie polecam tej metody. Matki sztucznie unasieniane są droższe i nieco trudniej jest poddać je rodzinie, ale wyniki produkcyjne rekompensują to. Do poddawania matek polecam jednoramkowe osiatkowane izolatory, w których umieszczamy ramkę z wygryzającym się czerwiem krytym (bez czerwia otwartego) i poddawaną matkę. Na rysunku nr 2 przypominam budowę izolatora służącego do poddawania matek inseminowanych. Kto jeszcze takich izolatorów nie posiada, może je łatwo wykonać z beleczek ramkowych. Jest to jeszcze jedna z prac, które można wykonać w okresie wczesnej wiosny, kiedy nie ma w pasiece nawału prac.
Pszczoły po matkach o znanym pochodzeniu ze strony matki i ojca są łagodne, dobrze trzymają się plastrów i są bardziej miodne od „kundli”, czyli bezrasowych pszczół, najczęściej trzymanych w naszych pasiekach. Cechy rasy kaukaskiej w znacznym stopniu ograniczają rojliwość i pszczelarz, mając takie pszczoły, częściej jest w pasiece niż na drzewach, zdejmując roje. Pszczoły kaukaskie lepiej wykorzystują słabsze pożytki. Dolew krwi kraińskiej powoduje szybszy rozwój rodziny, lepsze zajmowanie górnych kondygnacji ula, poprawia zimowlę i ogranicza wady pszczół kaukaskich występujących w czystej rasie. Pszczoły robotnice pochodzące od takich matek o wiele łatwiej jest wyprowadzić z nastroju rojowego niż czystorasowe krainki. Występująca heterozja zwiększa przeżywalność pszczół i ich produktywność. Można w bieżącym sezonie pokusić się nawet o uzyskanie kilku matek córek pokolenia F-2 w celu sprawdzenia, czy są na nie przekazywane pozytywne cechy. Jeżeli tak, to w następnym sezonie możemy tanio uzyskać wymianę matek w pasiece. Nie radzę jednak uzyskiwać pokoleń F-3 i następnych, bo wyniki produkcyjne na pewno spadną, a może wzrosnąć złośliwość pszczół. Początkującym pszczelarzom odradzam wszelkie „wynalazki”, czyli matki nielegalnie sprowadzane z zagranicy, nawet gdyby były mocno reklamowane. Również trudniejsze w użytkowaniu są pszczoły włoskie i środkowoeuropejskie. Te ostatnie z uwagi na znaczną złośliwość, płochliwość i osuwanie się z plastrów na dno ula oraz skłonność do lepszego wykorzystywania późnych pożytków wymagają od pszczelarza większych umiejętności i doświadczenia.

Więcej na ten temat napiszę w poradach przeznaczonych na inny miesiąc.